Witajcie!!!
zawsze marzyłam o wzięciu udziału w spotkaniu blogerek. A od kiedy w sierpniu ubiegłego roku faktycznie wzięłam udział w takim spotkaniu wiedziałam, że na jednym się nie skończy. Kiedy więc kilka dni temu zobaczyłam na Instagramie informację, że fantastyczna Patrycja z bloga Kosmetyczna Wyspa tutaj organizuje spotkanie blogerek nie gdzie indziej jak tylko w moim ukochanym Londynie - wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć!!!!!!!
Relacja na pewno pojawi się na blogu. Ja z niecierpliwości i podekscytowania przebieram już nóżkami i już ogromnie, ogromnie nie mogę się doczekać spotkania z tymi wszystkimi wspaniałymi dziewczynami!!!!
Trzymajcie się cieplutko !!!
Ania
czwartek, 22 stycznia 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
A miałam NIC nie kupować !!!
Witajcie!!!
Miałam mocne postanowienie, że w tym miesiącu nie kupię sobie żadnych kosmetyków kolorowych. Mam wszystko czego potrzebuję, makijaż do pracy ograniczam do minimum a poza tym czeka nas przeprowadzka do wynajętego mieszkania. A wiadomo, że z tym zawsze wiążą się duże wydatki. Póki co mieszkanie świeci pustakami, musimy kupić dosłownie wszystko począwszy od łóżka, przez sztućce a skończywszy na lodówce. Więc rozsądek krzyczał nie wydawaj nie potrzebnie pieniędzy na rzeczy bez których możesz spokojnie się obyć!!!! Cóż jednak na to poradzę ... kiedy pojawiła się okazja trzeba z niej skorzystać. Wczoraj udało mi się trafić do sklepu z asortymentem amerykańskim. Na półkach skutecznie kusiły liczne kosmetyki znane tylko z amerykańskich filmików na youtube. No i jak tu się powstrzymać???!!!
W moje wytęsknione rączęta wpadły takie perełki jak:
Victoria Secret Body Mist Passion Struck - mgiełki do ciała z VS cieszą się dość dobrą opinią. Miałam ogromny problem z wyborem wersji zapachowej. Ostatecznie zdecydowałam się na wersję zapachową w której główne skrzypce grają aromat jabłka wraz zapachem vanilla orchid ( cokolwiek to jest ) :) Zapach świeży ale jednocześnie kobiecy. Choć obawiam się, że z trwałością może być nie najlepiej. Coż, zużyję z przyjemnością, czy kupię ponownie, raczej nie. $ 8.oo
Ten zakup jest w pewnym sensie usprawiedliwiony. Moja baza do cieni z INGRID jest już prawie na wykończeniu, a że byłam akurat po filmiku Misia3006 tutaj z jej ulubionymi kosmetykami 2014 w których zachwalała bazę do cieni z TOO FACED, to nie powinien was zdziwić fakt, że to właśnie ta baza wylądowała u mnie w koszyku. Jestem jej ogromnie ciekawa, ale wstrzymam się z jej otwarciem, dopóki obecna baza całkowicie mi się nie skończy. $ 15.3o
REVLON Just Bitten Kissable nie trzeba chyba nikomu przedstawiać:)Zawsze byłam ich ciekawa, ale ilekroć chciałam którąś pomadkę kupić, ostatecznie rezygnowałam. Kiedy jednak zobaczyłam w sklepie przeogromną szafę REVLONA, cóż nie mogłam się powstrzymać. Wybrałam kolor neutralny, delikatny, codzienny róż w odcieniu HONEY DOUCE. Mam nadzieje, że będę z niej zadowolona. $ 7.oo
Na koniec zostawiłam prawdziwą perełkę:) Paletka z cieni Wet n Wilde kusiła mnie od kiedy zachwalała ją Tati z kanału Glam Life Guru tutaj . Tati ogólnie poleca kosmetyki z tej marki, jako dobre jakościowo a nawet bardzo dobre, w niskiej cenie. Naprawdę nie mogłam przejść obojętnie wobec takiej perełki za całe $ 3,5o. Wybrałam paletkę dość neutralną / Collection de fards a paupieres / Niestety zdjęcia nie oddają urody tych kolorów. Mam nadzieje, że niedługo uda mi się sfotografować jakiś makijaż nimi wykonany.
Kupiłam jeszcze w polskim sklepie krem ZIAJA Ulga dla mojej ostatnio kapryśnej cery. Ale o tym kolejny post.
I to wszystko. Banku nie rozbiłam, ale coś czuję, że muszę unikać w najbliższej przyszłości tego miejsca pełnego cudowności :) Za bardzo kusi!
Trzymajcie się cieplutko!!!
Ania
Miałam mocne postanowienie, że w tym miesiącu nie kupię sobie żadnych kosmetyków kolorowych. Mam wszystko czego potrzebuję, makijaż do pracy ograniczam do minimum a poza tym czeka nas przeprowadzka do wynajętego mieszkania. A wiadomo, że z tym zawsze wiążą się duże wydatki. Póki co mieszkanie świeci pustakami, musimy kupić dosłownie wszystko począwszy od łóżka, przez sztućce a skończywszy na lodówce. Więc rozsądek krzyczał nie wydawaj nie potrzebnie pieniędzy na rzeczy bez których możesz spokojnie się obyć!!!! Cóż jednak na to poradzę ... kiedy pojawiła się okazja trzeba z niej skorzystać. Wczoraj udało mi się trafić do sklepu z asortymentem amerykańskim. Na półkach skutecznie kusiły liczne kosmetyki znane tylko z amerykańskich filmików na youtube. No i jak tu się powstrzymać???!!!
W moje wytęsknione rączęta wpadły takie perełki jak:
Victoria Secret Body Mist Passion Struck - mgiełki do ciała z VS cieszą się dość dobrą opinią. Miałam ogromny problem z wyborem wersji zapachowej. Ostatecznie zdecydowałam się na wersję zapachową w której główne skrzypce grają aromat jabłka wraz zapachem vanilla orchid ( cokolwiek to jest ) :) Zapach świeży ale jednocześnie kobiecy. Choć obawiam się, że z trwałością może być nie najlepiej. Coż, zużyję z przyjemnością, czy kupię ponownie, raczej nie. $ 8.oo
Ten zakup jest w pewnym sensie usprawiedliwiony. Moja baza do cieni z INGRID jest już prawie na wykończeniu, a że byłam akurat po filmiku Misia3006 tutaj z jej ulubionymi kosmetykami 2014 w których zachwalała bazę do cieni z TOO FACED, to nie powinien was zdziwić fakt, że to właśnie ta baza wylądowała u mnie w koszyku. Jestem jej ogromnie ciekawa, ale wstrzymam się z jej otwarciem, dopóki obecna baza całkowicie mi się nie skończy. $ 15.3o
REVLON Just Bitten Kissable nie trzeba chyba nikomu przedstawiać:)Zawsze byłam ich ciekawa, ale ilekroć chciałam którąś pomadkę kupić, ostatecznie rezygnowałam. Kiedy jednak zobaczyłam w sklepie przeogromną szafę REVLONA, cóż nie mogłam się powstrzymać. Wybrałam kolor neutralny, delikatny, codzienny róż w odcieniu HONEY DOUCE. Mam nadzieje, że będę z niej zadowolona. $ 7.oo
Na koniec zostawiłam prawdziwą perełkę:) Paletka z cieni Wet n Wilde kusiła mnie od kiedy zachwalała ją Tati z kanału Glam Life Guru tutaj . Tati ogólnie poleca kosmetyki z tej marki, jako dobre jakościowo a nawet bardzo dobre, w niskiej cenie. Naprawdę nie mogłam przejść obojętnie wobec takiej perełki za całe $ 3,5o. Wybrałam paletkę dość neutralną / Collection de fards a paupieres / Niestety zdjęcia nie oddają urody tych kolorów. Mam nadzieje, że niedługo uda mi się sfotografować jakiś makijaż nimi wykonany.
Kupiłam jeszcze w polskim sklepie krem ZIAJA Ulga dla mojej ostatnio kapryśnej cery. Ale o tym kolejny post.
I to wszystko. Banku nie rozbiłam, ale coś czuję, że muszę unikać w najbliższej przyszłości tego miejsca pełnego cudowności :) Za bardzo kusi!
Trzymajcie się cieplutko!!!
Ania
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Color Tatoo - podejście nr 2.
Witajcie!!!
Pamiętam kiedy ponad rok temu na promocji w Rossmannie zakupiłam wychwalany wszędzie cień do powiek w kremie Maybelline Color Tatoo On an on bronze.
Pełna zaciekawienia rozpoczęłam swoją przygodę z tym produktem. Generalnie mogę wypowiedzieć się w samych superlatywach o tym cieniu:
- jego konsystencja jest wystarczająco kremowa aby aplikacja była samą przyjemnością,
- z łatwością można stopniować intensywność koloru,
- na bazie utrzymuje się cały dzień,
- pomimo długiego czasu po otwarciu, cień nie wysycha ani nie zmienia konsystencji,
Pomimo tych wszystkich plusów moja przygoda z cieniem On and on bronze przypomina burzliwy związek. Raz go kocham, raz go nie cierpię :D
Używałam tego cienia zarówno na sobie, jak i malując kilka moich przyjaciółek. Uwielbiam efekt jakie daje ten cień na ich oczach, podkreśla kolor tęczówki, rozświetla oczy, dodaje blasku, wygląda elegancko i wielowymiarowo. Jednak u siebie samej trudno jest mi w pełni docenić kolor. Wydaje mi się, że nie do końca do mnie pasuje. W pewnym okresie przestałam go używać, tak bardzo niezadowolona byłam z uzyskanego efektu.
Dziś jednak po kilku miesiącach przerwy przypomniałam sobie o jego praktyczności. Jest idealny kiedy zależny nam na szybkim makijażu i każdej minucie z rana.
Tak więc On and on bronze na nowo zagościł w mojej kosmetyczce ułatwiając mi poranny makijaż.
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Za niewielkie pieniądze możemy cieszyć się trwałym, efektownym i wielofunkcyjnym cieniem. Kolor pasuje do wielu karnacji czy koloru oczu.
Ja ostatecznie przeprosiłam się z tym cienie i na nowo z przyjemnością zaczęłam go używać.
A wy znacie ten cień, lubicie go?
Trzymajcie się cieplutko!!
Ania
Pamiętam kiedy ponad rok temu na promocji w Rossmannie zakupiłam wychwalany wszędzie cień do powiek w kremie Maybelline Color Tatoo On an on bronze.
Pełna zaciekawienia rozpoczęłam swoją przygodę z tym produktem. Generalnie mogę wypowiedzieć się w samych superlatywach o tym cieniu:
- jego konsystencja jest wystarczająco kremowa aby aplikacja była samą przyjemnością,
- z łatwością można stopniować intensywność koloru,
- na bazie utrzymuje się cały dzień,
- pomimo długiego czasu po otwarciu, cień nie wysycha ani nie zmienia konsystencji,
Pomimo tych wszystkich plusów moja przygoda z cieniem On and on bronze przypomina burzliwy związek. Raz go kocham, raz go nie cierpię :D
Używałam tego cienia zarówno na sobie, jak i malując kilka moich przyjaciółek. Uwielbiam efekt jakie daje ten cień na ich oczach, podkreśla kolor tęczówki, rozświetla oczy, dodaje blasku, wygląda elegancko i wielowymiarowo. Jednak u siebie samej trudno jest mi w pełni docenić kolor. Wydaje mi się, że nie do końca do mnie pasuje. W pewnym okresie przestałam go używać, tak bardzo niezadowolona byłam z uzyskanego efektu.
Dziś jednak po kilku miesiącach przerwy przypomniałam sobie o jego praktyczności. Jest idealny kiedy zależny nam na szybkim makijażu i każdej minucie z rana.
Tak więc On and on bronze na nowo zagościł w mojej kosmetyczce ułatwiając mi poranny makijaż.
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Za niewielkie pieniądze możemy cieszyć się trwałym, efektownym i wielofunkcyjnym cieniem. Kolor pasuje do wielu karnacji czy koloru oczu.
Ja ostatecznie przeprosiłam się z tym cienie i na nowo z przyjemnością zaczęłam go używać.
A wy znacie ten cień, lubicie go?
Trzymajcie się cieplutko!!
Ania
niedziela, 4 stycznia 2015
MEGA BUBEL - HERBAL ESSENCES - suchy szampon.
Witajcie!
Jak już wspomniałam w ostatnim poście zakupowym, trafiłam ostatnio na MEGA BUBEL. Czyli suchy szampon marki HERBAL ESSENCES. Zakupiłam go z potrzeby, oraz dlatego, że nie mogłam trafić na suchy szampon marki BATISTE albo COLAB. Nie zdawałam sobie sprawy jak wielka różnica jest pomiędzy tymi dwoma produktami. Szamponu z COLAB jeszcze nie próbowałam, ale znałam działanie BATISTE i spodziewałam się czegoś podobnego. Jakież było moje rozczarowanie już od pierwszej aplikacji!
Suchy szampon marki HERBAL ESSENCES przede wszystkim pokrywa włosy grubą warstwą białego proszku, której nie sposób w pełni wyczesać. Dodatkowo włosy są okropnie sztywne i szorstkie, tracą cały naturalny blask. Nie wyglądają na jakoś specjalnie odświeżone. Również zapach pozostawia wiele do życzenia. Z założenia miał być kwiatowy, w rzeczywistości jest strasznie duszący, osiada w nosie i w gardle. Jeszcze długo po użyciu szamponu czułam ten zapach/smak w gardle.
Niestety nie jestem w stanie znaleźć żadnego dobrego słowa na temat tego produktu. Wiem, że ta marka nie jest dostępna w Polsce, ale być może ktoś z UK czyta tego posta. Ten produkt nie jest wart nawet funta! Mój egzemplarz wyląduje w koszu na śmieci.
Z całego serca nie polecam!!
Trzymajcie się cieplutko!
Ania
Jak już wspomniałam w ostatnim poście zakupowym, trafiłam ostatnio na MEGA BUBEL. Czyli suchy szampon marki HERBAL ESSENCES. Zakupiłam go z potrzeby, oraz dlatego, że nie mogłam trafić na suchy szampon marki BATISTE albo COLAB. Nie zdawałam sobie sprawy jak wielka różnica jest pomiędzy tymi dwoma produktami. Szamponu z COLAB jeszcze nie próbowałam, ale znałam działanie BATISTE i spodziewałam się czegoś podobnego. Jakież było moje rozczarowanie już od pierwszej aplikacji!
Suchy szampon marki HERBAL ESSENCES przede wszystkim pokrywa włosy grubą warstwą białego proszku, której nie sposób w pełni wyczesać. Dodatkowo włosy są okropnie sztywne i szorstkie, tracą cały naturalny blask. Nie wyglądają na jakoś specjalnie odświeżone. Również zapach pozostawia wiele do życzenia. Z założenia miał być kwiatowy, w rzeczywistości jest strasznie duszący, osiada w nosie i w gardle. Jeszcze długo po użyciu szamponu czułam ten zapach/smak w gardle.
Niestety nie jestem w stanie znaleźć żadnego dobrego słowa na temat tego produktu. Wiem, że ta marka nie jest dostępna w Polsce, ale być może ktoś z UK czyta tego posta. Ten produkt nie jest wart nawet funta! Mój egzemplarz wyląduje w koszu na śmieci.
Z całego serca nie polecam!!
Trzymajcie się cieplutko!
Ania
sobota, 27 grudnia 2014
BOXING DAY czyli naprawdę drobne zakupy.
Witajcie!
Wczoraj był 26 grudnia czyli tradycyjny Boxing Day. W Wielkiej Brytanii jest to dzień rozpoczynający okres przecen i wyprzedaży. Sama byłam ciekawa jak to wygląda i czy przeceny są rzeczywiście znaczne. W pobliskim miasteczku nie wszystkie sklepy były dziś otwarte, ale rzeczywiście widać było wszędzie plakaty informujące o przecenach. Nie planowałam dużych zakupów. Na razie musi mi wystarczyć to co z sobą tu zabrałam. Musiałam jednak uzupełnić zapasy kilku podstawowych produktów kosmetycznych. Oto co kupiłam w dniu wczorajszym oraz w poprzednim tygodniu:
1. HERBAL ESSENCES - szampon wraz z odżywką do włosów farbowanych. Czy ktoś jeszcze pamięta te produkty? Swego czasu były dość popularne w Polsce, potem zostały wycofane. Bardzo się ucieszyłam mogąc je tu nabyć. Mają fajne zapachy, przyjemną konsystencję, dobrze się pienią oraz pielęgnują włosy. Moje włosy są świeże, puszyste, nie wypadają. Naprawdę dobry i tani produkt.
2. SIPMPLE - anti-blemisz moisturiser - krem nawilżający z cynkiem i ekstraktem z rumianku. Mam go już od tygodnia i jestem bardzo zadowolona, że się na niego zdecydowałam. Był tani ( o ile dobrze pamiętam kosztował coś ok 2-3 funtów ) a naprawdę porządnie nawilża i pielęgnuje cerę. Skóra jest miękka, nawilżona. Nie przetłuszcza się zbyt szybko. Krem naprawdę szybko wchłania się do matu oraz dobrze współpracuje z podkładem. Z chęcią wypróbuję również inne produkty z tej serii.
3. PALMERS COCOA BUTTER FORMULA - daily cleansing gel - mój ulubiony żel rumiankowy do mycia twarzy z firmy SYLVECO lada dzień się skończy, potrzebowałam więc zakupić nowy produkt do oczyszczania twarzy. Zastanawiałam się czy nie kupić czegoś z wyżej opisywanej serii SIMPLE anti-blemish, ale ostatecznie zdecydowałam się na żel do mycia twarzy marki PALMERS. Niedługo pierwsze testy. Jestem ogromnie ciekawa tego produktu. Na pewno dam wam znać co o nim sądzę. Kosztował 2,66 funta.
4. HERBAL ESSENCES - dry shampoo - clearly naked - potrzebowałam suchego szamponu. Jest to rewelacyjny produkt, który genialnie przedłuża świeżość włosów. W Polsce zazwyczaj używałam suchego szamponu z Rosamanna. Był tani, wydajny i nie obciążał włosów. Tutaj od razu wiedziałam, że chcę kupić albo BATISTE alb COLAB. Jednak kiedy byłam w BOOTS oczywiście zapomniałam, że miała kupić suchy szampon, a w TESCO niestety nie było żadnego z tych dwóch, które wymieniłam. Zdecydowałam się więc na suchy szampon z serii, którą lubię ( szampon + odżywka ) - Herbal Essences. Zwłaszcza, że był w promocji. Niestety suchy szampon okazał się całkowity bublem. Ale o tym w dalszym poście. Kosztował w promocji ok 1,50 funta.
5. COLAB - dry shampoo, wersja zapachowa LONDON - po rozczarowaniu suchym szamponem z Herbal Essences, postanowiłam że przy najbliższej okazji koniecznie muszę kupić nowy. Wybór padł na polecany i obecnie modny w sferze youtubowej suchy szampon marki COLAB ( promowany osobą Ruth Crilly, brytyjskiej modelki, blogerki mającej swój kanał na youtube ). Jestem ciekawa jak się sprawdzi. Mam wobec tego produktu spore oczekiwania. Liczę, że się nie rozczaruję. Kosztował 2,32 funta.
6. NEUTROGENA - fast absorbing hand cream - moje dłonie ostatnio przeżywaj katuszę, są bardzo wysuszone. Niestety nie zabrałam żadnego kremu do rąk ze sobą z Polski. Standardowo również zapominałam kupić jakiś krem do rąk będąc w Bootsie lub Tesco. Dziś nie zapomniałam. Mój wybór padł na sprawdzony już krem Neutrogeny. I moje dłonie od razu mają się lepiej :) Kosztował 2,66 funta.
Wpadłam jeszcze do Peacocks, gdzie zakupiłam na przecenach dwa sweterki. Bardzo żałuje, że do PRIMARKA mam dość daleko, wolałabym zakupy ciuchowe zrobić tam, jednak potrzeba zmusiła mnie do kupna tych sweterków. Spodobał mi się ten słoneczny żółty kolor oraz dekoracyjne aplikacje na drugim sweterku:)
I to wszystko!!! Niedługo zabiorę się za pierwsze testy suchego szamponu oraz żelu do mycia twarzy. Liczę na to, że nie będę rozczarowana :)
Trzymajcie się cieplutko :):)
Ania
Wczoraj był 26 grudnia czyli tradycyjny Boxing Day. W Wielkiej Brytanii jest to dzień rozpoczynający okres przecen i wyprzedaży. Sama byłam ciekawa jak to wygląda i czy przeceny są rzeczywiście znaczne. W pobliskim miasteczku nie wszystkie sklepy były dziś otwarte, ale rzeczywiście widać było wszędzie plakaty informujące o przecenach. Nie planowałam dużych zakupów. Na razie musi mi wystarczyć to co z sobą tu zabrałam. Musiałam jednak uzupełnić zapasy kilku podstawowych produktów kosmetycznych. Oto co kupiłam w dniu wczorajszym oraz w poprzednim tygodniu:
1. HERBAL ESSENCES - szampon wraz z odżywką do włosów farbowanych. Czy ktoś jeszcze pamięta te produkty? Swego czasu były dość popularne w Polsce, potem zostały wycofane. Bardzo się ucieszyłam mogąc je tu nabyć. Mają fajne zapachy, przyjemną konsystencję, dobrze się pienią oraz pielęgnują włosy. Moje włosy są świeże, puszyste, nie wypadają. Naprawdę dobry i tani produkt.
2. SIPMPLE - anti-blemisz moisturiser - krem nawilżający z cynkiem i ekstraktem z rumianku. Mam go już od tygodnia i jestem bardzo zadowolona, że się na niego zdecydowałam. Był tani ( o ile dobrze pamiętam kosztował coś ok 2-3 funtów ) a naprawdę porządnie nawilża i pielęgnuje cerę. Skóra jest miękka, nawilżona. Nie przetłuszcza się zbyt szybko. Krem naprawdę szybko wchłania się do matu oraz dobrze współpracuje z podkładem. Z chęcią wypróbuję również inne produkty z tej serii.
3. PALMERS COCOA BUTTER FORMULA - daily cleansing gel - mój ulubiony żel rumiankowy do mycia twarzy z firmy SYLVECO lada dzień się skończy, potrzebowałam więc zakupić nowy produkt do oczyszczania twarzy. Zastanawiałam się czy nie kupić czegoś z wyżej opisywanej serii SIMPLE anti-blemish, ale ostatecznie zdecydowałam się na żel do mycia twarzy marki PALMERS. Niedługo pierwsze testy. Jestem ogromnie ciekawa tego produktu. Na pewno dam wam znać co o nim sądzę. Kosztował 2,66 funta.
4. HERBAL ESSENCES - dry shampoo - clearly naked - potrzebowałam suchego szamponu. Jest to rewelacyjny produkt, który genialnie przedłuża świeżość włosów. W Polsce zazwyczaj używałam suchego szamponu z Rosamanna. Był tani, wydajny i nie obciążał włosów. Tutaj od razu wiedziałam, że chcę kupić albo BATISTE alb COLAB. Jednak kiedy byłam w BOOTS oczywiście zapomniałam, że miała kupić suchy szampon, a w TESCO niestety nie było żadnego z tych dwóch, które wymieniłam. Zdecydowałam się więc na suchy szampon z serii, którą lubię ( szampon + odżywka ) - Herbal Essences. Zwłaszcza, że był w promocji. Niestety suchy szampon okazał się całkowity bublem. Ale o tym w dalszym poście. Kosztował w promocji ok 1,50 funta.
5. COLAB - dry shampoo, wersja zapachowa LONDON - po rozczarowaniu suchym szamponem z Herbal Essences, postanowiłam że przy najbliższej okazji koniecznie muszę kupić nowy. Wybór padł na polecany i obecnie modny w sferze youtubowej suchy szampon marki COLAB ( promowany osobą Ruth Crilly, brytyjskiej modelki, blogerki mającej swój kanał na youtube ). Jestem ciekawa jak się sprawdzi. Mam wobec tego produktu spore oczekiwania. Liczę, że się nie rozczaruję. Kosztował 2,32 funta.
6. NEUTROGENA - fast absorbing hand cream - moje dłonie ostatnio przeżywaj katuszę, są bardzo wysuszone. Niestety nie zabrałam żadnego kremu do rąk ze sobą z Polski. Standardowo również zapominałam kupić jakiś krem do rąk będąc w Bootsie lub Tesco. Dziś nie zapomniałam. Mój wybór padł na sprawdzony już krem Neutrogeny. I moje dłonie od razu mają się lepiej :) Kosztował 2,66 funta.
Wpadłam jeszcze do Peacocks, gdzie zakupiłam na przecenach dwa sweterki. Bardzo żałuje, że do PRIMARKA mam dość daleko, wolałabym zakupy ciuchowe zrobić tam, jednak potrzeba zmusiła mnie do kupna tych sweterków. Spodobał mi się ten słoneczny żółty kolor oraz dekoracyjne aplikacje na drugim sweterku:)
I to wszystko!!! Niedługo zabiorę się za pierwsze testy suchego szamponu oraz żelu do mycia twarzy. Liczę na to, że nie będę rozczarowana :)
Trzymajcie się cieplutko :):)
Ania
piątek, 26 grudnia 2014
Nominacja do Liebster Blog Award !!!
Witajcie :):):)
Nareszcie mam wolne i znalazłam chwilkę aby zająć się blogiem. Z ogromną radością odkryłam, że Zuzia z blogu testacja nominowała mnie do Liebster Blog Award. Zabawa polega na udzieleniu odpowiedzi na kilka pytań. No to zaczynamy:
1. Jaki masz telefon ? - nazwa oraz jego stan
Jestem posiadaczką telefonu LG S5. Kolor biały. Stan dobry, aczkolwiek widać już ślady zużycia więc czekam na możliwość wymiany telefonu na lepszy model. Marzy mi się Samsung !! O! Na przykład taki !
2. Na co zwracasz szczególną uwagę na innych blogach
Jestem wzrokowcem, więc w pierwszej kolejności zwracam uwagę na estetykę bloga, jakość zdjęć. Następnie na treść, czy recenzję są zwięzłe, rzeczowe. Zawsze kiedy znajduję blog wzorcowy, po cichu marzę aby mój również taki był :)
3. Czy masz znajome blogerki ?
Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerek w Poznaniu w sierpniu tego roku. Dzięki temu spotkaniu poznałam świetne dziewczyny. Które serdecznie pozdrawiam.
4. Jaki jest Twój ulubiony kraj ?
Oczywiście Polska! Ale na swojej liście państw, które mnie fascynują jest Norwegia, Nowa Zelandia, Kanada, no i Wyspy Brytyjskie ( skoro się tu przeprowadziłam )
5. Jaką książkę przeczytałaś ostatnio i czy jest ona godna polecenia ? (Uzasadnij)
Z przykrością muszę się przyznać, że nie mam tyle czasu na czytanie jak kiedyś. Przychodzę z pracy zmęczona i o wiele łatwiej jest mi się gapić bezmyślnie w ekran telewizora niż czytać książki, ale ostatnio czytam Niezgodna V.Roth. Widziałam film, spodobał mi się i chciałam wyrobić sobie własne zdanie na temat książki. Jeśli komuś podobał się Zmierzch lub Igrzyska Śmierci to tę pozycję książkową również powinien polubić :)
6. Czy masz jakieś plany, jak zmienić swojego bloga w najbliższym czasie ?
Naturalnie, że mam plany. Chciałabym przede wszystkim częściej i bardziej systematycznie dodawać posty. Od samego początku mam w planach posty kulinarne. Chciałabym również ulepszyć jakość zdjęć. Niestety na razie ze względu na przeprowadzkę i budowanie nowego życia w UK, najzwyklejszy brak czasu stoi na przeszkodzi wszystkim moim blogowym planom. Liczę jednak na to, że w Nowym Roku, kiedy wszystko się powoli ustabilizuje uda mi się powrócić do systematycznego blogowania :) Trzymajcie za mnie kciuki :)
7. Jaka cecha najbardziej irytuje Cię u innych ludzi ?
Jest takich cech kilka. Oczywiście sama nie jestem ideałem, niemniej jednak nie potrafię wytrzymać jeśli ktoś jest chamski i nie potrafi okazać empatii. Nie uznaję również przeklinania.
8. Co sprawia Ci największą radość ?
Czas spędzony z moim mężem, z rodziną i przyjaciółmi. Te chwile tylko dla siebie. Widok pięknego nieba w drodze do pracy, dobra muzyka i ciekawa książka :)
9. Jak brzmi Twoje życiowe motto ?
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Jakie to jest prawdziwe:) oraz to , że każda zmiana jest na lepsze :)
10. Czy lubisz zimę ? (Uzasadnij)
Jako kierowca nie lubię zimy, kiedy jednak nie muszę wyjeżdżać na drogę, lubię kiedy wszystko jest pokryte białym puchem, wyciszone, czyste:) Uwielbiam również zimowe niebo. Jest takie aksamitne, głębokie a gwiazdy świecą tak jasno:)
11. Czy jesteś już przygotowana na święta ?
W tym roku spędzimy święta w UK tylko we dwoje. Więc raczej nie planujemy wielkich świątecznych przygotowań. Aby niepotrzebnie nie potęgować smutku z oddalenia od rodziny podejdziemy do Świąt mało świątecznie. Tak będzie łatwiej! Poza tym przed przyjazdem tu, zrobiliśmy sobie mini Wigilię wspólnie z najbliższymi. Był śledź, świąteczna kapusta i pierogi a przede wszystkim zupa grzybowa :)
Trzymajcie się cieplutko :)
Nareszcie mam wolne i znalazłam chwilkę aby zająć się blogiem. Z ogromną radością odkryłam, że Zuzia z blogu testacja nominowała mnie do Liebster Blog Award. Zabawa polega na udzieleniu odpowiedzi na kilka pytań. No to zaczynamy:
1. Jaki masz telefon ? - nazwa oraz jego stan
Jestem posiadaczką telefonu LG S5. Kolor biały. Stan dobry, aczkolwiek widać już ślady zużycia więc czekam na możliwość wymiany telefonu na lepszy model. Marzy mi się Samsung !! O! Na przykład taki !
źródło:www.mgsm.pl
2. Na co zwracasz szczególną uwagę na innych blogach
Jestem wzrokowcem, więc w pierwszej kolejności zwracam uwagę na estetykę bloga, jakość zdjęć. Następnie na treść, czy recenzję są zwięzłe, rzeczowe. Zawsze kiedy znajduję blog wzorcowy, po cichu marzę aby mój również taki był :)
3. Czy masz znajome blogerki ?
Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerek w Poznaniu w sierpniu tego roku. Dzięki temu spotkaniu poznałam świetne dziewczyny. Które serdecznie pozdrawiam.
4. Jaki jest Twój ulubiony kraj ?
Oczywiście Polska! Ale na swojej liście państw, które mnie fascynują jest Norwegia, Nowa Zelandia, Kanada, no i Wyspy Brytyjskie ( skoro się tu przeprowadziłam )
5. Jaką książkę przeczytałaś ostatnio i czy jest ona godna polecenia ? (Uzasadnij)
Z przykrością muszę się przyznać, że nie mam tyle czasu na czytanie jak kiedyś. Przychodzę z pracy zmęczona i o wiele łatwiej jest mi się gapić bezmyślnie w ekran telewizora niż czytać książki, ale ostatnio czytam Niezgodna V.Roth. Widziałam film, spodobał mi się i chciałam wyrobić sobie własne zdanie na temat książki. Jeśli komuś podobał się Zmierzch lub Igrzyska Śmierci to tę pozycję książkową również powinien polubić :)
źródło: www.empik.pl
6. Czy masz jakieś plany, jak zmienić swojego bloga w najbliższym czasie ?
Naturalnie, że mam plany. Chciałabym przede wszystkim częściej i bardziej systematycznie dodawać posty. Od samego początku mam w planach posty kulinarne. Chciałabym również ulepszyć jakość zdjęć. Niestety na razie ze względu na przeprowadzkę i budowanie nowego życia w UK, najzwyklejszy brak czasu stoi na przeszkodzi wszystkim moim blogowym planom. Liczę jednak na to, że w Nowym Roku, kiedy wszystko się powoli ustabilizuje uda mi się powrócić do systematycznego blogowania :) Trzymajcie za mnie kciuki :)
7. Jaka cecha najbardziej irytuje Cię u innych ludzi ?
Jest takich cech kilka. Oczywiście sama nie jestem ideałem, niemniej jednak nie potrafię wytrzymać jeśli ktoś jest chamski i nie potrafi okazać empatii. Nie uznaję również przeklinania.
8. Co sprawia Ci największą radość ?
Czas spędzony z moim mężem, z rodziną i przyjaciółmi. Te chwile tylko dla siebie. Widok pięknego nieba w drodze do pracy, dobra muzyka i ciekawa książka :)
9. Jak brzmi Twoje życiowe motto ?
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Jakie to jest prawdziwe:) oraz to , że każda zmiana jest na lepsze :)
10. Czy lubisz zimę ? (Uzasadnij)
Jako kierowca nie lubię zimy, kiedy jednak nie muszę wyjeżdżać na drogę, lubię kiedy wszystko jest pokryte białym puchem, wyciszone, czyste:) Uwielbiam również zimowe niebo. Jest takie aksamitne, głębokie a gwiazdy świecą tak jasno:)
żródło: www.blog.bezokularow.pl
11. Czy jesteś już przygotowana na święta ?
W tym roku spędzimy święta w UK tylko we dwoje. Więc raczej nie planujemy wielkich świątecznych przygotowań. Aby niepotrzebnie nie potęgować smutku z oddalenia od rodziny podejdziemy do Świąt mało świątecznie. Tak będzie łatwiej! Poza tym przed przyjazdem tu, zrobiliśmy sobie mini Wigilię wspólnie z najbliższymi. Był śledź, świąteczna kapusta i pierogi a przede wszystkim zupa grzybowa :)
źródło: www.zs1.dukla.pl
Nominuję:
A oto pytania:
1. Co sprawia Ci największą przyjemność w blogowaniu?
2. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa Wigilijna?
3. Jeśli mogłabyś kupić jeden kosmetyk nie ograniczając się finansowo, co by to miało być?
4. Jaki produkt kosmetyczny ostatnio Cię absolutnie zachwycił?
5. Jaki jest Twój ulubiony film? Uzasadnij.
6. Jaki jest Twój sprawdzony sposób na relaks?
7. Bez jakiego gadżetu elektronicznego nie wyobrażasz już sobie codziennego życia?
8. Piosenka, która ostatnio wpadła Ci w ucho, to...?
9. Ulubiony kanał na youtube?
10. Blog od którego jesteś uzależniona, to...?
11. Wolisz morze czy góry?
Trzymajcie się cieplutko :)
niedziela, 14 grudnia 2014
Gdzie jestem jak mnie nie ma + ulubieniec ostatnich dni
Witajcie!!!
Dawno mnie tu nie było. Przepraszam za tę dłuższą przerwę, ale pewna podjęta decyzja wywróciła nasze życie do góry nogami i spowodowała, że kwestia wpisów na blogu zeszła niestety chwilowo na dalszy plan.
Gdzie jestem jak mnie nie ma?! Otóż ostatnie kilka tygodni poświęciliśmy na intensywne przygotowania do przeprowadzki, a od tygodnia jesteśmy już na nowym miejscu w Wielkiej Brytanii. Początek w nowym miejscu jest (jak to zazwyczaj bywa ) bardzo absorbujący, nowa praca, nowy dom, nowe wszystko...jednym słowem cały czas się coś załatwia, poznaje, itp. W naszym przypadku jest to przede wszystkim zapoznanie się z ruchem lewostronnym podczas samodzielnego prowadzenia auta. Przeżycie ekstremalne, zarówno dla nas jak i innych pojazdów na drodze :D ( bez obaw, nikt nie ucierpiał ), dużo czasu i energii zajmuje załatwienie wszystkich formalności związanych z zakupem auta, z założeniem konta w banku, telefonem. Ot, standardowe początki w nowym, nieznanym miejscu, które jednak bardzo absorbują zarówno czas jak i energię. Każdy dzień przynosi coś nowego. Mam nadzieje, że z czasem pojawi się cykl postów na temat życia w UK.
Na tyle prywaty. Mam nadzieje, że zacznę pojawiać się częściej na blogu. Podejrzewam jednak, że pełną parą powrócę dopiero po Nowym Roku.
A teraz chciałabym się z wami podzielić moim ulubieńcem, który swoim zapachem i właściwościami umila mi kąpiele w ostatnich dniach. Mowa o żelu pod prysznic z The Body Shop, z serii miodowej. Jak ten żel pachnie!!! Tego się nie da słowami opisać!!!! Nie mam pojęcia jak pachnie nektar, ale chyba właśnie tak. Jest to słodki, miodowo-kwiatowy zapach, który unosi się w powietrzu jeszcze na długo po kąpieli. Fantastyczny. mogłabym go wąchać bez przerwy. Powinny być takie perfumy!!
Oprócz urzekającego zapachu żel przyjemnie pielęgnuje skórę ( jest nawilżona, odżywiona ), dodatkowo jest mega wydajny. Wystarczy odrobina aby uzyskać przyjemna pianę.
Polecam na zimowe wieczory z czystym sercem :)
Pozdrawiam cieplutko z wietrznej Anglii!!
Ania
Dawno mnie tu nie było. Przepraszam za tę dłuższą przerwę, ale pewna podjęta decyzja wywróciła nasze życie do góry nogami i spowodowała, że kwestia wpisów na blogu zeszła niestety chwilowo na dalszy plan.
Gdzie jestem jak mnie nie ma?! Otóż ostatnie kilka tygodni poświęciliśmy na intensywne przygotowania do przeprowadzki, a od tygodnia jesteśmy już na nowym miejscu w Wielkiej Brytanii. Początek w nowym miejscu jest (jak to zazwyczaj bywa ) bardzo absorbujący, nowa praca, nowy dom, nowe wszystko...jednym słowem cały czas się coś załatwia, poznaje, itp. W naszym przypadku jest to przede wszystkim zapoznanie się z ruchem lewostronnym podczas samodzielnego prowadzenia auta. Przeżycie ekstremalne, zarówno dla nas jak i innych pojazdów na drodze :D ( bez obaw, nikt nie ucierpiał ), dużo czasu i energii zajmuje załatwienie wszystkich formalności związanych z zakupem auta, z założeniem konta w banku, telefonem. Ot, standardowe początki w nowym, nieznanym miejscu, które jednak bardzo absorbują zarówno czas jak i energię. Każdy dzień przynosi coś nowego. Mam nadzieje, że z czasem pojawi się cykl postów na temat życia w UK.
Na tyle prywaty. Mam nadzieje, że zacznę pojawiać się częściej na blogu. Podejrzewam jednak, że pełną parą powrócę dopiero po Nowym Roku.
A teraz chciałabym się z wami podzielić moim ulubieńcem, który swoim zapachem i właściwościami umila mi kąpiele w ostatnich dniach. Mowa o żelu pod prysznic z The Body Shop, z serii miodowej. Jak ten żel pachnie!!! Tego się nie da słowami opisać!!!! Nie mam pojęcia jak pachnie nektar, ale chyba właśnie tak. Jest to słodki, miodowo-kwiatowy zapach, który unosi się w powietrzu jeszcze na długo po kąpieli. Fantastyczny. mogłabym go wąchać bez przerwy. Powinny być takie perfumy!!
Oprócz urzekającego zapachu żel przyjemnie pielęgnuje skórę ( jest nawilżona, odżywiona ), dodatkowo jest mega wydajny. Wystarczy odrobina aby uzyskać przyjemna pianę.
Polecam na zimowe wieczory z czystym sercem :)
Pozdrawiam cieplutko z wietrznej Anglii!!
Ania
Subskrybuj:
Posty (Atom)










