Witajcie !
Na moim blogu nie było ani ulubieńców lipca ani ulubieńców sierpnia. Jakoś nie miała poczucia, że kosmetyki które latem używałam są właśnie "tymi" ulubieńcami, którymi chcę się z wami podzielić. Lato minęło, za progiem czuć już powiew jesieni, czas więc chociaż na krótki kosmetyczne podsumowanie lata. Żeby nie było!
O to co trafiło na moją liste wakacyjnych ulubieńców:
- BeBeaty tint lipstick - trwałe pomadki do ust. W moich rękach znajdują się dwa z trzech odcieni. Posiadam #02 i #03. Obie pomadki bardzo często gościły na moich ustach podczas tegorocznego lata. Lubie je za wyraźny kolor #02 oraz codzienny róż #03; delikatny efekt nawilżenia na ustach, a przede wszystkim trwałość. Fenomenalna! Pomadka potrafi wytrzymać na ustach bardzo, bardzo długo. Kolor #02 użyłam w makijażu mojej przyjaciółki na jej ślubie i pomimo licznych buziaków i uścisków pomadka wytrzymała całą imprezę :)
- Rimmel STAY MTTE - podkład oraz baza. Mój ukochany duet. Nie będę się na jego temat zbyt dużo rozpisywać, bo planuję osobną notkę. Ale nie wyobrażam sobie przetrwać to upalne lato bez tych dwóch produktów. Ten podkład bije na głowę w trwałości matowienia nawet double wear light! Uwielbiam...no i ta cena! Baza z kolei stała się rutyną podczas wykonywania makijażu. Nie zapycha, podkład trzyma się dłużej i twarz wygląda bardziej świeżo przez dłuższy okres czasu.
- LUKSJA - żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała, wersja z mleczkiem owsianym. Żel kupiony na jakiejś promocji, ogromne opakowanie 400ml za śmieszną cenę chyba 11,oo zł stał się moim ulubieńcem ever! Przepięknie pielęgnuję skórę, nie odczuwałam absolutnie potrzeby balsamowania ciała po prysznicu. Bardzo odpowiada mi również zapach, delikatny, relaksujący i jak do tej pory jeszcze mi się nie znudził, co jest ewenementem, bo zazwyczaj zapachy żeli pod prysznic dość szybko mi powszednieją.
- LOVELY Pump up curling mascara - ulubiona maskara! Odkrycie roku! I to nie tylko moje. Za moją rekomendacją zarówno moja siostra, jak i dwie koleżanki kupiły tą maskarę i są nią zachwycone! O tym co mnie w niej czaruje pisałam tutaj.
Dodatkowo w okresie letnim bardzo często sięgałam po:
- Maybelline - cień ColorRama odcień 302. Stosowany przeze mnie jako cień do powiek ale również jako fantastyczny rozświetlacz.
- Celia - róż do twarzy odcień #4 - przyjemny, przydymiony róż, który wygląda bardzo naturalnie na policzkach. Trzeba trochę uważać przy nakładaniu, aby nie przesadzić z ilością, róż pomimo delikatnego koloru jest porządnie napigmentowany.
I to wszystko. Skromny zestaw jak na okres całych wakacji, ale te produkty towarzyszyły mi prawie każdego dnia:)
A jakie są wasze odkrycia kosmetyczne lata??
Trzymajcie się cieplutko!
Ania
niedziela, 21 września 2014
środa, 17 września 2014
Znalazłam sposób na łobuza :)
Witajcie !
Ile ja się naczytałam o tym podkładzie! Jak sięgam pamięcią do moich początków makijażowych, to właśnie ten podkład stanowił obiekt westchnień wielu dziewczyn. Do dziś jest to produkt kultowy! Revlon Color Stay! I wszystko jasne.
Mnie jednak nigdy jakoś po drodze do niego nie było. Głównie ze względu na cenę, dostępność oraz jakieś bliżej niewyjaśnione uprzedzenie i przeczucie, że to może nie być moja bajka. Tylko tak czasami wzdychałam do niego i obiecywałam sobie, że jeśli będę miała okazję kupić ten podkład w przystępnej cenie, to go kupię. Okazja nadarzyła się wcale nie tak dawno temu. Okazyjna cena 39 zł zachęcała i wiedziałam, że albo teraz albo nigdy!
Do moich rąk trafił odcień BUFF, idealnie dopasowany do mojej karnacji. Jako właścicielka cery mieszanej naturalnie sięgnęłam po wersję dla cery tłustej.
Pierwsze testy z udziałem pędzla Hakuro H50 wypadły dość blado. Pędzel, który genialnie współpracował z podkładem RIMMEL STAY MATTE nie udźwignął niestety ciężaru podkładu REVLON Color Stay. Na twarzy widać było nieestetyczne smugi, podkład podkreślał pory oraz miałam wrażenie, że odrobinę jakby się ważył. Po odłożeniu pędzla w ruch poszły ręce. Nałożony w ten sposób podkład wyglądał w miarę OK. Mogłam taki efekt na swojej twarzy tolerować.
Kiedy już miałam poddać się i po prostu zaakceptować, że trochę będę się męczyła z tym podkładem do jego wykończenia przypomniałam sobie o schowanej głęboko w szafce gąbeczce do nakładania podkładu z Ebelin, którą nabyłam kilka miesięcy temu i niezbyt się z nią polubiłam.
Okazało się, że połączenie gąbeczki Ebelin z podkładem REVLON Color Stay to strzał w 10 :) Podkład nałożony tą gąbeczką bardzo dobrze współpracuje z cerą, nakłada się równomiernie, cienką i naturalnie wyglądającą warstwą. Nie podkreśla porów ani nie ważył się. Mam wrażenie wręcz, że podkład trzyma się dłużej i dłużej wygląda świeżo na buzi.
W takiej kombinacji jestem na TAK!
A dzięki temu zakupowi przekonałam się, że znalazłam swój prawie idealny podkład i nie jest nim opisany wyżej produkt :) Jesteście ciekawe co mnie tak zachwyciło???
Koniecznie dajcie znać czy i wy miałyście podobne doświadczenia z podkładem Revlon?
Trzymajcie się cieplutko:)
Ania
Ile ja się naczytałam o tym podkładzie! Jak sięgam pamięcią do moich początków makijażowych, to właśnie ten podkład stanowił obiekt westchnień wielu dziewczyn. Do dziś jest to produkt kultowy! Revlon Color Stay! I wszystko jasne.
Mnie jednak nigdy jakoś po drodze do niego nie było. Głównie ze względu na cenę, dostępność oraz jakieś bliżej niewyjaśnione uprzedzenie i przeczucie, że to może nie być moja bajka. Tylko tak czasami wzdychałam do niego i obiecywałam sobie, że jeśli będę miała okazję kupić ten podkład w przystępnej cenie, to go kupię. Okazja nadarzyła się wcale nie tak dawno temu. Okazyjna cena 39 zł zachęcała i wiedziałam, że albo teraz albo nigdy!
Do moich rąk trafił odcień BUFF, idealnie dopasowany do mojej karnacji. Jako właścicielka cery mieszanej naturalnie sięgnęłam po wersję dla cery tłustej.
Pierwsze testy z udziałem pędzla Hakuro H50 wypadły dość blado. Pędzel, który genialnie współpracował z podkładem RIMMEL STAY MATTE nie udźwignął niestety ciężaru podkładu REVLON Color Stay. Na twarzy widać było nieestetyczne smugi, podkład podkreślał pory oraz miałam wrażenie, że odrobinę jakby się ważył. Po odłożeniu pędzla w ruch poszły ręce. Nałożony w ten sposób podkład wyglądał w miarę OK. Mogłam taki efekt na swojej twarzy tolerować.
Kiedy już miałam poddać się i po prostu zaakceptować, że trochę będę się męczyła z tym podkładem do jego wykończenia przypomniałam sobie o schowanej głęboko w szafce gąbeczce do nakładania podkładu z Ebelin, którą nabyłam kilka miesięcy temu i niezbyt się z nią polubiłam.
Okazało się, że połączenie gąbeczki Ebelin z podkładem REVLON Color Stay to strzał w 10 :) Podkład nałożony tą gąbeczką bardzo dobrze współpracuje z cerą, nakłada się równomiernie, cienką i naturalnie wyglądającą warstwą. Nie podkreśla porów ani nie ważył się. Mam wrażenie wręcz, że podkład trzyma się dłużej i dłużej wygląda świeżo na buzi.
W takiej kombinacji jestem na TAK!
A dzięki temu zakupowi przekonałam się, że znalazłam swój prawie idealny podkład i nie jest nim opisany wyżej produkt :) Jesteście ciekawe co mnie tak zachwyciło???
Koniecznie dajcie znać czy i wy miałyście podobne doświadczenia z podkładem Revlon?
Trzymajcie się cieplutko:)
Ania
wtorek, 16 września 2014
Lakierowy zawrót głowy !
Witajcie!!!
Zaczynam podejrzewać siebie o poważne lakierowe uzależnienie. Moja kolekcja lakierów do paznokci niepokojąco się rozrasta. Najgorsze w tym wszystkim jednak jest to, że wciąż mi mało!!!
Dziś tylko mały wstęp do późniejszych bardziej szczegółowych recenzji na temat lakierów, które wczoraj trafiły do mojej kolekcji. Mowa o lakierach do paznokci AVON GEL FINISH. Cieszą się one bardzo dobrymi opiniami na blogach zarówno pod kątem trwałości, jakości wykończenia, aplikacji oraz czasu schnięcia. Kiedy więc w najnowszym katalogu AVON znalazłam te lakiery w promocji 2 za 17,98 zł, postanowiłam nabyć komplet lakierów. Zamiast dwóch kupiłam cztery. Po prostu nie mogłam zdecydować się na kolory. Wszystkie mi się podobały, i te jasne i te ciemne i te wakacyjne i czerwienie ...jednym słowem, wzięłabym wszystkie!!
Kolory które ostatecznie trafiły do mnie to:
- Dazzle Pink - śliczny delikatny róż przełamany odcieniem brzoskwini wraz z migoczącymi drobinkami.
- Barley There - klasyczny nude, wpadający w beż; jestem ciekawa jak ten kolor będzie wyglądał na moich dłoniach. Mam nadzieje, że się polubimy.
- Lavender Sky - cudowny lawendowy fiolet, nie mogę od niego oderwać wzroku. Nie miałam jeszcze takiego koloru, więc tu również jest ekscytująca niepewność - będzie pasował czy nie?! :)
- Mauvelous - ten kolor oczarował mnie od pierwszego spojrzenia. Prześliczny przydymiony wrzos, idealny na jesień.
Z niecierpliwością czekam na weekend, kiedy to będę miała wolny czas aby nacieszyć się swoimi nowymi zdobyczami. Powiedzcie same...czyż te kolory nie są cudowne??!!!
Napiszcie mi koniecznie, który kolor wam się najbardziej podoba i czy miałyście już styczność z tymi lakierami? Co o nich sądzicie?
Trzymajcie się cieplutko i w zdrowiu... ja już pierwsze i ostatnie przeziębienie mam już prawie za sobą :)
Ania
Zaczynam podejrzewać siebie o poważne lakierowe uzależnienie. Moja kolekcja lakierów do paznokci niepokojąco się rozrasta. Najgorsze w tym wszystkim jednak jest to, że wciąż mi mało!!!
Dziś tylko mały wstęp do późniejszych bardziej szczegółowych recenzji na temat lakierów, które wczoraj trafiły do mojej kolekcji. Mowa o lakierach do paznokci AVON GEL FINISH. Cieszą się one bardzo dobrymi opiniami na blogach zarówno pod kątem trwałości, jakości wykończenia, aplikacji oraz czasu schnięcia. Kiedy więc w najnowszym katalogu AVON znalazłam te lakiery w promocji 2 za 17,98 zł, postanowiłam nabyć komplet lakierów. Zamiast dwóch kupiłam cztery. Po prostu nie mogłam zdecydować się na kolory. Wszystkie mi się podobały, i te jasne i te ciemne i te wakacyjne i czerwienie ...jednym słowem, wzięłabym wszystkie!!
Kolory które ostatecznie trafiły do mnie to:
- Dazzle Pink - śliczny delikatny róż przełamany odcieniem brzoskwini wraz z migoczącymi drobinkami.
- Barley There - klasyczny nude, wpadający w beż; jestem ciekawa jak ten kolor będzie wyglądał na moich dłoniach. Mam nadzieje, że się polubimy.
- Lavender Sky - cudowny lawendowy fiolet, nie mogę od niego oderwać wzroku. Nie miałam jeszcze takiego koloru, więc tu również jest ekscytująca niepewność - będzie pasował czy nie?! :)
- Mauvelous - ten kolor oczarował mnie od pierwszego spojrzenia. Prześliczny przydymiony wrzos, idealny na jesień.
Z niecierpliwością czekam na weekend, kiedy to będę miała wolny czas aby nacieszyć się swoimi nowymi zdobyczami. Powiedzcie same...czyż te kolory nie są cudowne??!!!
Napiszcie mi koniecznie, który kolor wam się najbardziej podoba i czy miałyście już styczność z tymi lakierami? Co o nich sądzicie?
Trzymajcie się cieplutko i w zdrowiu... ja już pierwsze i ostatnie przeziębienie mam już prawie za sobą :)
Ania
poniedziałek, 8 września 2014
Co kupić w UK ?
Witajcie!!!
Mój wyczekany urlop zbliża się wielkimi krokami. Dokładnie za miesiąc wsiadamy na pokład samolotu i fruuu.... na Wyspy Brytyjskie!!! Zdaję sobie sprawę, że dla większości urlop raczej nie kojarzy się z dżdżystą angielską pogodą ale ja uwielbiam Wyspy Brytyjskie, ich klimat i wcale nie przeszkadza mi, że podczas wakacji nie będę leżeć na plaży tylko biegać po klimatycznych uliczkach małych angielskich miast :)
Mam za to większy problem. Co kupić!? Lista długa, na pewno znajdzie sie miejsce w walizce dla produktów The Body Shop, Soap&Glory i jakiś innych wypatrzonych w Boots czy Superdrug. Największą mam zagryzkę z firmą MAC. Najbliższego MAC`a mam w Poznaniu, a w Poznaniu bywam sporadycznie, poza tym cena ponad 50 zł za cień do oczu czy ponad 80 zł za pomadkę skutecznie mnie zniechęca do zakupów na ojczystej ziemi. Czy w MACu są w ogóle sezonowe przeceny? Jakieś promocje? Ktoś coś wie? Ktoś coś słyszał?
Jednym słowem zakupów w Polsce raczej nie planuję. Jednak zakupy w UK to już inna historia (gdzie ceny MAC są odrobinę niższe). To przecież urlop i jakieś zakupowe szaleństwo jest w pełni usprawiedliwione! Koniec i kropka i zamykam temat!
Tak jak pisałam mam problem z decyzją co kupić. Skłaniam się ku:
- pomadce;
- cieniom do oczu;
- pędzelkowi 217;
Idąc od końca: z pędzelkiem już się prawie pożegnałam na rzecz Hakuro H79. Wpłynął na tą decyzję zdecydowanie filmik klik oraz rozmowa z dziewczynami podczas spotkania blogerek w Poznaniu klik. I chyba kupię sobie aż dwa pędzelki H79 zamiast jednego z MACa ( niech będzie, że zaszalałam ).
Jesli chodzi o cienie to skłaniam się ku kultowym już chyba cieniom Naked Lunch oraz Satin Taupe.
Największy dylemat mam w kwestii pomadki. Nie mogę zdecydować się jaki kolor chcę. Najlepiej byłoby kupić kolor do codziennego noszenia. Jeśli już wydaję tyle pieniędzy na pomadkę, to przynajmniej powinnam wiedzieć, że pomadka "zapracuje" na swoją cenę częstym jej używaniem. Po przejrzeniu wielu blogów i filmików jestem rozdarta pomiędzy: Angel, Vegas Volt, Modesty Cream, Syrup, Patisserie, Crosswire ( na zdjęciu poniżej wkradła mi się literówka ) oraz Plumful. A mój rozsądek pozwala mi na zakup tylko jednego okazu:) I co tu wybrać???!!!
A wy macie jakieś sugestie?? Macie któryś z tych produktów? Kupiłybyście je ponownie?
Poradźcie coś!!!
Trzymajcie się cieplutko!!
Ania
P.S. Ponieważ nie posiadam żadnej z wspomnianych rzeczy, zdjęcia zamieszczone pochodzą ze strony producenta: www.mac.pl, a zdjęcie tytułowe posta ze strony : http://www.keepcalmandtravel.com/top-5-famous-shopping-streets-uk/
Mój wyczekany urlop zbliża się wielkimi krokami. Dokładnie za miesiąc wsiadamy na pokład samolotu i fruuu.... na Wyspy Brytyjskie!!! Zdaję sobie sprawę, że dla większości urlop raczej nie kojarzy się z dżdżystą angielską pogodą ale ja uwielbiam Wyspy Brytyjskie, ich klimat i wcale nie przeszkadza mi, że podczas wakacji nie będę leżeć na plaży tylko biegać po klimatycznych uliczkach małych angielskich miast :)
Mam za to większy problem. Co kupić!? Lista długa, na pewno znajdzie sie miejsce w walizce dla produktów The Body Shop, Soap&Glory i jakiś innych wypatrzonych w Boots czy Superdrug. Największą mam zagryzkę z firmą MAC. Najbliższego MAC`a mam w Poznaniu, a w Poznaniu bywam sporadycznie, poza tym cena ponad 50 zł za cień do oczu czy ponad 80 zł za pomadkę skutecznie mnie zniechęca do zakupów na ojczystej ziemi. Czy w MACu są w ogóle sezonowe przeceny? Jakieś promocje? Ktoś coś wie? Ktoś coś słyszał?
Jednym słowem zakupów w Polsce raczej nie planuję. Jednak zakupy w UK to już inna historia (gdzie ceny MAC są odrobinę niższe). To przecież urlop i jakieś zakupowe szaleństwo jest w pełni usprawiedliwione! Koniec i kropka i zamykam temat!
Tak jak pisałam mam problem z decyzją co kupić. Skłaniam się ku:
- pomadce;
- cieniom do oczu;
- pędzelkowi 217;
Idąc od końca: z pędzelkiem już się prawie pożegnałam na rzecz Hakuro H79. Wpłynął na tą decyzję zdecydowanie filmik klik oraz rozmowa z dziewczynami podczas spotkania blogerek w Poznaniu klik. I chyba kupię sobie aż dwa pędzelki H79 zamiast jednego z MACa ( niech będzie, że zaszalałam ).
Jesli chodzi o cienie to skłaniam się ku kultowym już chyba cieniom Naked Lunch oraz Satin Taupe.
Największy dylemat mam w kwestii pomadki. Nie mogę zdecydować się jaki kolor chcę. Najlepiej byłoby kupić kolor do codziennego noszenia. Jeśli już wydaję tyle pieniędzy na pomadkę, to przynajmniej powinnam wiedzieć, że pomadka "zapracuje" na swoją cenę częstym jej używaniem. Po przejrzeniu wielu blogów i filmików jestem rozdarta pomiędzy: Angel, Vegas Volt, Modesty Cream, Syrup, Patisserie, Crosswire ( na zdjęciu poniżej wkradła mi się literówka ) oraz Plumful. A mój rozsądek pozwala mi na zakup tylko jednego okazu:) I co tu wybrać???!!!
A wy macie jakieś sugestie?? Macie któryś z tych produktów? Kupiłybyście je ponownie?
Poradźcie coś!!!
Trzymajcie się cieplutko!!
Ania
P.S. Ponieważ nie posiadam żadnej z wspomnianych rzeczy, zdjęcia zamieszczone pochodzą ze strony producenta: www.mac.pl, a zdjęcie tytułowe posta ze strony : http://www.keepcalmandtravel.com/top-5-famous-shopping-streets-uk/
czwartek, 4 września 2014
PHARMACERIS A - delikatny peeling enzymatyczny do twarzy.
Witajcie!
Tubka tego produktu zajmowała miejsce w mojej łazience już dość długo. Nareszcie udało mi się dobić dna. Dziś ostatni raz zastosuję ten produkt i trafi on do zbliżającego się wielkimi krokami projektu denko. Miałam wrażenie, że ten produkt to jakieś never ending story...
Peeling ma postać dość rzadkiego białego żelu. Rozsmarowany na twarzy jest prawie przezroczysty. Zapach praktycznie nie wyczuwalny.
Wg opisu producenta produkt polecany jest dla skóry delikatnej, nadwrażliwej, podatnej na podrażnienia i alergię, szarej oraz zmęczonej.
Producent zaleca nakładać peeling na 5-8 minut na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu i ust. Zauważyłam, że kiedy nakładałam żel na skórę zaraz po jej umyciu i osuszeniu skóra twarzy przez kilka pierwszych minut dość mocno mnie szczypała i piekła. Kiedy natomiast nakładałam peeling na oczyszczoną ale już wyraźnie suchą skórę, ten problem był praktycznie wyeliminowany.
Skóra po użyciu produktu była gładka i dość dobrze oczyszczona. I wszystko byłoby piękne...ale. No właśnie, jakieś bliżej nieokreślone ale. Jest coś w tym produkcie co nie powoduje u mnie efektu "wow". Ani skóra nie jest mega oczyszczona,dość szybko zaczyna mi się świecić. A co najgorsze, mama wrażenie, że na następny i kolejny dzień na moje twarzy pojawiają się jacyś nieproszeni goście, których przed zastosowaniem peelingu nie było.
Podejrzewam, że to jest właśnie główny winowajca i powód, dla którego męczyłam się z tym produktem dobre kilka miesięcy. Tubka stała na szafce i czekała, i czekała, i czekała ... Bardzo jestem zadowolona, że nareszcie będę mogła kupić inny peeling enzymatyczny. Zależało mi na wykończeniu peelingu Pharmaceris i teraz z czystym sumieniem mogę szukać czegoś nowego.
Zastanawiam się nad:
- peeling enzymatyczny z Floslek
- pasta z serii liście manuka Ziaja;
Może Wy możecie mi coś ciekawego polecić? Stosujecie peelingi do twarzy? Jaki jest wasz ulubiony? Napiszcie koniecznie!!
Trzymajcie się cieplutko!!
Ania
P.S. Informacja dla wielbicielek wosków Yankee Candle - właśnie palę wosk - Summer Scoop - bajeczny zapach !!! Nie za mocny i duszący tylko przyjemnie apetyczny i ciepły. Mniam !!!
Tubka tego produktu zajmowała miejsce w mojej łazience już dość długo. Nareszcie udało mi się dobić dna. Dziś ostatni raz zastosuję ten produkt i trafi on do zbliżającego się wielkimi krokami projektu denko. Miałam wrażenie, że ten produkt to jakieś never ending story...
Peeling ma postać dość rzadkiego białego żelu. Rozsmarowany na twarzy jest prawie przezroczysty. Zapach praktycznie nie wyczuwalny.
Wg opisu producenta produkt polecany jest dla skóry delikatnej, nadwrażliwej, podatnej na podrażnienia i alergię, szarej oraz zmęczonej.
Producent zaleca nakładać peeling na 5-8 minut na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu i ust. Zauważyłam, że kiedy nakładałam żel na skórę zaraz po jej umyciu i osuszeniu skóra twarzy przez kilka pierwszych minut dość mocno mnie szczypała i piekła. Kiedy natomiast nakładałam peeling na oczyszczoną ale już wyraźnie suchą skórę, ten problem był praktycznie wyeliminowany.
Skóra po użyciu produktu była gładka i dość dobrze oczyszczona. I wszystko byłoby piękne...ale. No właśnie, jakieś bliżej nieokreślone ale. Jest coś w tym produkcie co nie powoduje u mnie efektu "wow". Ani skóra nie jest mega oczyszczona,dość szybko zaczyna mi się świecić. A co najgorsze, mama wrażenie, że na następny i kolejny dzień na moje twarzy pojawiają się jacyś nieproszeni goście, których przed zastosowaniem peelingu nie było.
Podejrzewam, że to jest właśnie główny winowajca i powód, dla którego męczyłam się z tym produktem dobre kilka miesięcy. Tubka stała na szafce i czekała, i czekała, i czekała ... Bardzo jestem zadowolona, że nareszcie będę mogła kupić inny peeling enzymatyczny. Zależało mi na wykończeniu peelingu Pharmaceris i teraz z czystym sumieniem mogę szukać czegoś nowego.
Zastanawiam się nad:
- peeling enzymatyczny z Floslek
- pasta z serii liście manuka Ziaja;
Może Wy możecie mi coś ciekawego polecić? Stosujecie peelingi do twarzy? Jaki jest wasz ulubiony? Napiszcie koniecznie!!
Trzymajcie się cieplutko!!
Ania
P.S. Informacja dla wielbicielek wosków Yankee Candle - właśnie palę wosk - Summer Scoop - bajeczny zapach !!! Nie za mocny i duszący tylko przyjemnie apetyczny i ciepły. Mniam !!!
niedziela, 31 sierpnia 2014
Sobota w zdjęciach / spotkanie blogerek :)
Witajcie!
Jak wam mija weekend? Mam nadzieję, że równie fajnie jak mnie :) Dziś błogie lenistwo ( właśnie zajadam się lodami ). Wczoraj mocno ciekawy i aktywny dzień:)
Dzięki Ewie prowadzącej bloga w odcieniach nude klik miałam możliwość wziąć udział w pierwszym w swoim blogowym życiu spotkaniu blogerek . Mam nadzieje, że nie ostatnim!!
Spotkanie miało miejsce w klimatycznym i pełnym aromatów sklepie Yankee Candle w Poznaniu. Przy zapachu świec ( oczywiście obwąchałyśmy każdą jedną świecę w sklepie ) w kameralnym gronie toczyła się sympatyczna dyskusja o kosmetykach i nie tylko :) To niesamowite i bardzo fajne uczucie rozmawiać z nieznanymi sobie wcześniej osobami na wspólne tematy. Pada hasło "Soap & Glory" i wszystkie wzdychamy z zachwytu :) I takie przypadki co chwila :)
Poniżej kilka zdjęć z soboty. Wybaczcie słabą jakość co nie których, ale mój aparat nie udźwignął ciężaru odpowiedzialność robienia zdjęć!:)
Ewa stworzyła przemiłą atmosferę, więc czas płynął szybko. Na pożegnanie każda z nas wyszła ze spotkania bogatsza o upominki od Bielenda i Yankee Candle.
Ja dodatkowo czekając na powrotny autobus zwiedzałam CH Poznań City Center. Nie obeszło się bez drobnych zakupów.
W Organique kupiłabym najchętniej wszystko!! Ucieszyła mnie informacja, że jest już sklep on-line. Po dokładnych oględzinach większości produktów w sklepie wyszłam z próbką czarnego mydła. +/- 50g kosztowało mnie 8,77 zł. Jestem ogromnie ciekawa jak będzie się go używało. Ma ciekawy ziołowy zapach i glutowatą konsystencję. Nie mogę doczekać się już testów:)
W Tkmaxx niestety nie dostałam już pędzli Real Technics, ale za to kupiłam odżywkę do paznokci by nails inc. -Colour extending base coat ma za zadanie ochronić i wzmocnić paznokcie oraz wzmocnić trwałość koloru lakieru który nałożymy na paznokcie. Dziś pierwsze testy. Zobaczymy jak z trwałością. Cena 24,99 zł.
Oczywiście skorzystałam z promocji w Sephora i wymieniłam zużyty tusz do rzęs ( Max Factor ) na miniaturkę tuszu do rzęs z Clinique ( High impact mascara ).
Co prawda nachodziłam się po sklepach, ale zadowolona i usatysfakcjonowana wróciłam do domu :) Teraz testując woski z Yankee Candle bedę wracać wspomnieniami to tej fajnej soboty ( dziękuję Ewo!!! ).
Trzymajcie sie cieplutko:)
Ania
Jak wam mija weekend? Mam nadzieję, że równie fajnie jak mnie :) Dziś błogie lenistwo ( właśnie zajadam się lodami ). Wczoraj mocno ciekawy i aktywny dzień:)
Dzięki Ewie prowadzącej bloga w odcieniach nude klik miałam możliwość wziąć udział w pierwszym w swoim blogowym życiu spotkaniu blogerek . Mam nadzieje, że nie ostatnim!!
Spotkanie miało miejsce w klimatycznym i pełnym aromatów sklepie Yankee Candle w Poznaniu. Przy zapachu świec ( oczywiście obwąchałyśmy każdą jedną świecę w sklepie ) w kameralnym gronie toczyła się sympatyczna dyskusja o kosmetykach i nie tylko :) To niesamowite i bardzo fajne uczucie rozmawiać z nieznanymi sobie wcześniej osobami na wspólne tematy. Pada hasło "Soap & Glory" i wszystkie wzdychamy z zachwytu :) I takie przypadki co chwila :)
Poniżej kilka zdjęć z soboty. Wybaczcie słabą jakość co nie których, ale mój aparat nie udźwignął ciężaru odpowiedzialność robienia zdjęć!:)
Ewa stworzyła przemiłą atmosferę, więc czas płynął szybko. Na pożegnanie każda z nas wyszła ze spotkania bogatsza o upominki od Bielenda i Yankee Candle.
Ja dodatkowo czekając na powrotny autobus zwiedzałam CH Poznań City Center. Nie obeszło się bez drobnych zakupów.
W Organique kupiłabym najchętniej wszystko!! Ucieszyła mnie informacja, że jest już sklep on-line. Po dokładnych oględzinach większości produktów w sklepie wyszłam z próbką czarnego mydła. +/- 50g kosztowało mnie 8,77 zł. Jestem ogromnie ciekawa jak będzie się go używało. Ma ciekawy ziołowy zapach i glutowatą konsystencję. Nie mogę doczekać się już testów:)
W Tkmaxx niestety nie dostałam już pędzli Real Technics, ale za to kupiłam odżywkę do paznokci by nails inc. -Colour extending base coat ma za zadanie ochronić i wzmocnić paznokcie oraz wzmocnić trwałość koloru lakieru który nałożymy na paznokcie. Dziś pierwsze testy. Zobaczymy jak z trwałością. Cena 24,99 zł.
Oczywiście skorzystałam z promocji w Sephora i wymieniłam zużyty tusz do rzęs ( Max Factor ) na miniaturkę tuszu do rzęs z Clinique ( High impact mascara ).
Co prawda nachodziłam się po sklepach, ale zadowolona i usatysfakcjonowana wróciłam do domu :) Teraz testując woski z Yankee Candle bedę wracać wspomnieniami to tej fajnej soboty ( dziękuję Ewo!!! ).
Trzymajcie sie cieplutko:)
Ania
piątek, 29 sierpnia 2014
Impulsywne zakupy.
Witajcie!
Dziś będąc w centrum miasta( co zdarza mi się średnio raz na kilka miesięcy ) popełniłam spontaniczne zakupy. Tak, wiem, nie powinnam już nic w tym miesiącu kupować. Portfel woła o litość. Ale nie udało mi się oprzeć pokusie. Mówi się trudno, najwyżej będę o chlebie i wodzie do końca miesiąca. Uff, jak to dobrze, że to już 29 sierpnia :) Przetrwam!
Kupiłam aż dwa produkty. O obu słyszałyście pewnie już nie raz, każdy z nich chciałam przetestować. I teraz mam!!!
1. REVLON COLORSTAY - do cery tłustej i mieszanej, kolor 150 BUFF - Cena regularna ok 69,oo zł. Kupiłam za 39,oo zł. Same widzicie, że nie mogłam przejść obojętnie obok tego produktu. Nie mam pojęcia jak będzie się nosił. Nigdy nie miałam na sobie tego podkładu. Zobaczymy. Sama jestem ciekawa. Jutro mam nadzieje pierwsze testy.
2. CELIA Nude - nawilżająca pomadka-błyszczyk w odcieniu 603 - Cena 13,90 zł. Przepiękny przydymiony róż. I to cudowne -klik- przy zamykaniu opakowania. Liczę na to, że będzie ładnie wyglądała na moich ustach. Ta pomadka swoje 5 minut miała już jakiś czas temu, ale ja miałam ogromne problemy, żeby dostać tę serię. Na zakup z internetu nie miałam ochoty. Z ogromną przyjemnością wypróbuję kolejną już w mojej kolekcji pomadkę. Zaczynam podejrzewać siebie o poważne uzależnienie od pomadek. Nigdy mi dość!
Dodatkowo miałam okazję przetestować produkt, o którym również "marzyłam" i bardzo, bardzo chciałam wypróbować. W jednej z aptek natrafiłam na tester CAUDALIE BEAUTY ELIXIR ( zdjęcie pochodzi ze strony producenta).
Zawsze miałam na niego chrapkę, ale cena skutecznie odstraszała. Nie chciałam wydawać aż tyle pieniędzy kupując produkt w ciemno. I chyba mnie moja intuicja ostrzegła. Jedna rzecz efektywnie zdusiła we mnie chęć nabycia tego cudownego eliksiru. Jego zapach! Doczytałam, że w jej składzie jest ekstrakt z rozmarynu i to jest niestety winowajca. Nie przepadam za zapachem rozmarynu i tymianku. I koniec. Mój apetyt na Beauty Elixir skutecznie wyparował. Mówi się trudno.
A wy korzystałyście z tego produktu? Jak się u was spisał? Zapach wam nie przeszkadzał?
Pozdrawiam cieplutko:)
Ania
Dziś będąc w centrum miasta( co zdarza mi się średnio raz na kilka miesięcy ) popełniłam spontaniczne zakupy. Tak, wiem, nie powinnam już nic w tym miesiącu kupować. Portfel woła o litość. Ale nie udało mi się oprzeć pokusie. Mówi się trudno, najwyżej będę o chlebie i wodzie do końca miesiąca. Uff, jak to dobrze, że to już 29 sierpnia :) Przetrwam!
Kupiłam aż dwa produkty. O obu słyszałyście pewnie już nie raz, każdy z nich chciałam przetestować. I teraz mam!!!
1. REVLON COLORSTAY - do cery tłustej i mieszanej, kolor 150 BUFF - Cena regularna ok 69,oo zł. Kupiłam za 39,oo zł. Same widzicie, że nie mogłam przejść obojętnie obok tego produktu. Nie mam pojęcia jak będzie się nosił. Nigdy nie miałam na sobie tego podkładu. Zobaczymy. Sama jestem ciekawa. Jutro mam nadzieje pierwsze testy.
2. CELIA Nude - nawilżająca pomadka-błyszczyk w odcieniu 603 - Cena 13,90 zł. Przepiękny przydymiony róż. I to cudowne -klik- przy zamykaniu opakowania. Liczę na to, że będzie ładnie wyglądała na moich ustach. Ta pomadka swoje 5 minut miała już jakiś czas temu, ale ja miałam ogromne problemy, żeby dostać tę serię. Na zakup z internetu nie miałam ochoty. Z ogromną przyjemnością wypróbuję kolejną już w mojej kolekcji pomadkę. Zaczynam podejrzewać siebie o poważne uzależnienie od pomadek. Nigdy mi dość!
Dodatkowo miałam okazję przetestować produkt, o którym również "marzyłam" i bardzo, bardzo chciałam wypróbować. W jednej z aptek natrafiłam na tester CAUDALIE BEAUTY ELIXIR ( zdjęcie pochodzi ze strony producenta).
Zawsze miałam na niego chrapkę, ale cena skutecznie odstraszała. Nie chciałam wydawać aż tyle pieniędzy kupując produkt w ciemno. I chyba mnie moja intuicja ostrzegła. Jedna rzecz efektywnie zdusiła we mnie chęć nabycia tego cudownego eliksiru. Jego zapach! Doczytałam, że w jej składzie jest ekstrakt z rozmarynu i to jest niestety winowajca. Nie przepadam za zapachem rozmarynu i tymianku. I koniec. Mój apetyt na Beauty Elixir skutecznie wyparował. Mówi się trudno.
A wy korzystałyście z tego produktu? Jak się u was spisał? Zapach wam nie przeszkadzał?
Pozdrawiam cieplutko:)
Ania
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















